Jeden z piękniejszych w PolsceDrewniany kościół Trójcy Świętej w Koszęcinie jest jednym z ciekawszych w diecezji gliwickiej. Jego historia przeplata się z legendą, a powstanie jest tyle ciekawe, co tajemnicze. Zawsze otwarty, przyciąga rzesze pielgrzymów i turystów. Parę miesięcy temu byli tu nawet wysocy oficerowie NATO z Brukseli. O tym, że do kościoła Trójcy Świętej pielgrzymowano od wieków świadczą stare monety, znajdowane przy cudownym źródełku. - Prawdopodobnie dawni pielgrzymi, podobnie jak obecnie, wrzucali do starej studni pieniądze - wyjaśnia ks. Jan Matla, który jest tutaj proboszczem od maja 2002 roku. - Być może robili to "na szczęście" albo z przesądu, że jak wrzucą monetę, to do Koszęcina kiedyś wrócą. Najstarsza moneta, znaleziona przy kościele, pochodzi z 1574 roku! Jedna z monet, datowana na 1620 rok, ma wybitą kozę. Takie monety tłoczono tylko w mieście Chur, leżącym na terenie obecnej Szwajcarii - koza była w jego herbie. Wiele monet jest czeskich i niemieckich. Świadczy to o tym, że kościół był licznie nawiedzany przez pielgrzymów, nie tylko z Polski. Viktoria i tańczące dzieciPrzekraczając progi kościoła od razu czuje się wieki historii. Naprzeciw bocznego wejścia, obok prawego ołtarza bocznego, znajduje się obraz z 1564 roku "Objawienie Trójcy Świętej". Składa się z ośmiu mniejszych obrazów, na których przedstawiono sceny z powstania świątyni. Każdy obraz podpisany jest w języku staropolskim. Według podań i kronikarskich zapisów kościół został zbudowany na miejscu, gdzie Viktoria, córka miejscowego młynarza, widziała troje tańczących dzieci. Miały ją prosić, aby w tym miejscu, dość niedogodnym ze względu na bagna i porośnięte drzewami mokradła, wybudowano kościół. Najpierw z pnia starego dębu zrobiono kaplicę. Dziś stoi on obok głównego ołtarza. Potem zabrano się za budowę kościoła. Nie chcąc budować na mokrym terenie, drewno zwożono na inne miejsce. Legenda mówi, że nocą ogromny rak przenosił belki w miejsce, wskazane przez dzieci. Dziś w gablocie można oglądać szczypce raka oraz uzdę konia, który oślepł przy zwożeniu belek, a odzyskał wzrok, gdy napił się wody z pobliskiego źródełka. Od roku wodę ze źródełka można znowu czerpać w kapliczce za prezbiterium. - Parafianie są przekonani, że ma ona właściwości lecznicze w przypadku dolegliwości oczu i chorób skóry. Sam słyszałem o wielu niezwykłych uzdrowieniach, przypisywanych tej wodze - twierdzi ks. Matla. Dziś każdego dnia kilkadziesiąt osób zabiera "wodę z trójeczki" do domów. Wiara i pobożnośćChoć o dziejach kościoła można by pisać jeszcze dużo, trzeba podkreślić wiarę i pobożność tych, którzy tu się modlą. - O przywiązaniu do tego kościoła świadczy fakt, że parafianie mówią o nim "nasza trójeczka", od wezwania kościoła Trójcy Świętej. Mocno chcę podkreślić, że dobry stan kościół zawdzięcza trosce mojego poprzednika śp. ks. Antoniego Ryguły, który wraz z parafianami cały czas dbał o gonty, wieżę, belki, itd. - mówi ks. Matla. Dodaje, że troska o kościół i jego otoczenie, to jedno z najważniejszych zadań jego proboszczowania. Do pracy przy kościele i jego otoczeniu jest zawsze dużo chętnych. - Czasem nawet nie muszę mówić, a parafianie sami przychodzą, w tym dość spora grupa młodych - mówi proboszcz. Zawsze ktoś krząta się na cmentarzu i modli się w kościele. Choć świątynia jest zabezpieczona przed włamaniem i pożarem, to jednak sami parafianie są najlepszymi stróżami zabytku. Koszęcin ma swój urok, dlatego wielu młodych nie decyduje się na wyjazd. Może gdzie indziej byłoby im w życiu łatwiej, ale są świadomi, że w życiu liczy się coś więcej, niż dobrobyt. - A tego, co tak sobie cenią, poza rodziną parafią, nigdzie nie znajdą - mówi ks. Matla. Okiem proboszczaKs. Jan Matla urodził się w Zabrzu w 1960 roku. Święcenia kapłańskie przyjął w 1988 roku. Jako wikariusz pracował w Pyskowicach, Zabrzu (par. św. Anny), Gliwicach (par. Chrystusa Króla) oraz w Tworogu. W maju 2002 roku, po nagłej śmierci ks. Antoniego Ryguły, został drugim proboszczem w koszęcińskiej parafii Świętej Trójcy. Przychodząc do parafii musiałem nauczyć się innej tradycji kościelnej, choćby poprzez posługiwanie się modlitewnikiem "Skarbczyk", wcześniej mi nie znanym. Staram się pielęgnować to wszystko, co zastałem po moim poprzedniku śp. ks. Antonim, który w Koszęcinie duszpasterzował przez 35 lat. Powoli liturgię ubogacam o nowe elementy. Staram się dużo rozmawiać z ludźmi i cieszy mnie, że po roku mówią już o mnie: To nasz ksiądz. Wiem, że dzięki ich przywiązaniu do Kościoła, zawsze mogę liczyć na ich pomoc. Parafia powiększa się o nowych mieszkańców z domków letniskowych, z których wielu już na dobre zżyło się z naszą parafią. Chciałbym również podkreślić, że "Gość Niedzielny" jest czytany przez większość parafian, niektórzy czytają go od pierwszej do ostatniej strony. Oprócz "Gościa" w parafii rozchodzi się wiele innych czasopism katolickich, w tym także dla dzieci. |